O najnowszym Lexusie IS F napisano już wiele, choć przeważały papierowe powtórki z komunikatów producenta. Zachwycała się nim Sharon Stone podczas pierwszej prezentacji w Polsce na Lexus Fashion Night. Teraz, dzięki Toyota Motor Poland & Lexus zaproszeni dziennikarze mogli praktycznie przetestować najnowszy hit ze stajni Lexusa. Jaki jest ten magiczny i czarujący zarazem IS F?
Lexus IS F – fotogeniczny, intrygujący i dostojny zarazem

Niesamowite wrażenie, już na samym wejściu płyty lotniska, robiły dwa IS F-y mieniące się czerwonym i czarnym lakierem w świetle palącego słońca. Redakcyjne lustrzanki Nikona i kompakty Canona zapisały każdy szczegół dopracowanego nadwozia i sportowej rywalizacji, o której jeszcze długo będą dyskutować zwycięzcy, pokonani i cała reszta.

Świetnym pomysłem było zaaplikowanie żurnalistom jazdy traktorem w teście łosia. Sztuką było pchanie przyczepy po łuku, najlepsi kończyli rywalizacje już po niecałych 4 minutach, ostatni zawodnik potrzebował ponad 15 minut.

– Przygotowaliśmy specjalną niespodziankę dla dziennikarzy. Mam nadzieję, że jazda traktorem i ekwilibrystyka podczas konkurencji z przyczepą dostarczyła świetnej zabawy i sporo wrażeń. To zaledwie preludium do tego, co czekało ich na torze za kierownicą IS F-a – powiedziała Monika Małek, press oficer, Lexus Polska

Ściganie Puchar Lexus Cup – czas na jeszcze mocniejsze wrażenia i dopływ adrenaliny

Dzięki nowatorskiej formule prezentacji, dziennikarze poczuli dreszczyk emocji podczas rywalizacji w slalomie równoległym o puchar "Lexus Cup". Na świetnie przygotowanym pasie startowym lotniska w Modlinie, zawodnicy mogli wreszcie poczuć wzorowy rozkład masy i harmonijne dozowanie mocy jednostki napędowej 5.0 V8 D-4S 423 KM z bezpośrednim wtryskiem benzyny.

Wytrawni instruktorzy rajdowi z teamu AMS Grzebieluch udzielili niezbędnych instrukcji, zapoznali z techniką pokonywania pachołków i studzili zapały narowistych naśladowców Leszka Kuzaja przed wyścigiem równoległym.

I Puchar Lexusa wygrał, po zaciętej walce red. Paweł Radzymiński. Faworyt red. Robert Bielecki spalił się już na starcie.

Test łosia zaliczony na szóstkę

Dotąd nie mieliśmy okazji jeździć na torze tak zwinnym i znakomicie składającym się w zakrętach sportowym bolidem. IS F robi to wybornie, zachowując niemal neutralną charakterystykę prowadzenia. Nikomu nie udało się postawić "bokiem" ważące 1700 kg coupe a niezwykle skuteczne hamulce (z tarczami 360 mm i zaciskami 6-tłoczkowymi – przód – oraz 345 mm i 2-tłoczkowe zaciski z tyłu) zatrzymywały lekkie nadwozie na odcinku poniżej 34,5 m. Duża w tym zasługa inżynierów Brembo, którzy wydatnie uczestniczyli w projekcje układu hamulcowego oraz niskoprofilowych opon Bridgestone Potenza RE 050A 225/40R19 przód oraz 225/35R19 tył.

Perfekcyjna skrzynia biegów specjalnie zaprojektowana dla tego modelu

Konstruktorzy pod wodzą Yukihiko Yaguchi, naczelnego inżyniera projektu nie poszli na łatwiznę i zapracowali na drugie śniadanie. Efektem jest 8-biegowa skrzynia automatyczna o niewiarygodnie szybkiej i gładkiej pracy. Zapinanie poszczególnych przełożeń odbywa się w ciągu zaledwie 0,1 sekundy. To nokaut dla BMW M3 i Audi RS4. Szybciej robią to jedynie sprinterzy z F1 (ok. 0,05 sekundy).

Jak przystało na najbardziej zaawansowana przekładnie automatyczna SPDS (Sport Direct Shift) kierowca ma do wyboru drugą opcję z sekwencyjnym wybieraniem i łopatkami przy wieńcu kierownicy. Efekt jest taki, iż można przeciągnąć obroty silnika aż do 6800 obr./min., po czym słychać sygnał buzzera do zmiany przełożenia. Doznania kierowcy są wtedy lepsze niż randka z Jennifer Lopez.

Ale wypada wspomnieć małe co nieco na temat trybu automatycznego. To najlepszy automat jaki kiedykolwiek wprzęgnięto do seryjnego tylnonapędowca. Nieprawdopodobnie szybki, gładki, bardzo cichy i pozbawiony charakterystycznych szarpnięć. Jeśli jedziesz na ósmym, oszczędnym przełożeniu i chcesz gwałtownie przyspieszyć (np. za blondynką w BMW M3) wystarczy brutalnie wcisnąć pedał akceleratora z funkcją kick down. Automat sam zredukuje przełożenie do trójki i zabawa dopiero się zaczyna. To lepsze niż zażywanie Viagry.

Jednostka napędowa powstała przy współpracy z Yamahą

I to już mówi samo za siebie. Podobną współpracę z cenionym producentem motocykli zanotowało Volvo S80 V8. Wynik przeszedł najśmielsze oczekiwania fachowców z branży i fanów Toyoty oraz Lexusa. Trztydziestodwuzaworowa głowica z aluminium i tytanowe gniazda zaworów oraz silnik elektryczny sterujący zmiennymi fazami rozrządu VVT-iE (Variable Valve Timing with intelligence and Electronically controlled intake cam), to majstersztyk techniki motoryzacyjnej.

Nie ma tu żadnej turbosprężarki czy intercoolera, tylko czysta harmonijnie rozwijana moc i te 505 niutonometrów gotowych na wszystko. Jednak nie to zwracało uwagę dziennikarzy tylko mruczenie silnika.
Sound 8-cylindrowej jednostki jest porażający. Po odpaleniu motor zachowuje się całkiem spokojnie, a lekkie muśnięcie akceleratora przypomina najlepszy kawałek hitu Led Zeppelin "Stairway to heaven" z solówką Jimmy Page’a.
Do 3300 obr./min motor nie przypomina bestii, później dzieją się dziwne rzeczy. Dodatkowe przysłony kolektora dolotowego i wydechowego rozpoczynają swoja pracę w wiadomym dla tunerów celu – motor zaryczy basowym, niepowtarzalnym klangiem silnika. O tym marzą wszyscy posiadacze Porsche, Ferrari, Audi czy Corvette.

Więcej zdjęć z prezentacji
2008-07-11