Co dzieje się ze strategią zespołu?

D.S:
"Strategia zespołu pozostaje niezmienna. Naszym pierwszym, ważnym krokiem w tym rajdzie było przejście dwóch maratońskich odcinków do Tichitu i Tidikiji. Teraz mamy przed sobą trudną trasę do Ataru a uważam, że pętla wokół Ataru także nie będzie należeć do łatwych. Kolejnym wyzwaniem będzie etap Atar – Kiffa o długości 600 km. To osiem, dziewięć godzin ciężkiej jazdy. Długa droga do pokonania".

Czy decyzja organizatorów o odwołaniu odcinka, jakoś koliduje z waszymi planami?


D.S:
"To jest Dakar. Kłopoty z pozostaniem w tym rajdzie są powszechnym zjawiskiem. Czasami zdarza się tak, że nie ma jak rozpocząć kolejnej próby, bo większośc załóg jeszcze walczy na poprzedniej".

Jaka jest pana opinia o słynnym już etapie do Tichit?

D.S:
"Łatwo jest narzekać i skarżyć sie na warunki panujące na tym akurat odcinku, ale to niczego nie wniesie. Jestem przekonany, że wszyscy mają świadomość, że jest to Rajd Dakar a pogoda uczyniła go jeszcze trudniejszym niż ktokolwiek się spodziewał. Do tego doszła konieczność pokonania 400 km pośród wielbłądzich traw, co było ogromnym wyzwaniem nawet dla zawodników zespołów fabrycznych. To musiała być ciężka przeprawa dla "prywatnych".

Na bieżąco monitorowaliśmy sytuację z paliwem i spodziewaliśmy się pewnych kłopotów. Stephane i Jean-Paul po 250 km trasy zdecydowali się na obniżenie ciśnienia w oponach i zmniejszyli swoje tempo. Nawet nie wyobrażam sobie jaką sytuację mili zawodnicy zespołów pozafabrycznych, jadąc w takich warunkach i jeszcze z groźbą pozostania bez paliwa na środku pustyni.

Nasza ciężarówka zaplecza wystartowała w środku dnia i o tej samej porze w piątek dotarła do mety. To 24 godziny jazdy, ale taki jest Dakar. Później, gdy będziemy omawiali szereg kwestii z organizatorami, z pewnością poruszymy także i ten temat, bo nie wątpię, że miał on ogromy wpływ na sytuację w wyścigu".

Czy Dakar był zbyt szybkim rajdem na początku, bo doszło do tylu wypadków?

D.S:
"Oczywiście, że nie. Był szybki, ale my podjęliśmy decyzję o spokojnej jeździe. Nie było to łatwe i zarówno dziennikarze, jak i ludzie spoza zespołu mieli kłopot ze zrozumieniem naszej strategii i tego, czemu od samego początku nie znajdujemy się na szczycie klasyfikacji. Dakar to długi rajd, a my mamy swoje plany".

W jakiej kondycji są obecnie kierowcy i icj samochody?

D.S:
"Auta są w perfekcyjnym stanie. Stephane jeszcze do końca nie wydobrzał, ale sądzę, że w 85% jest OK. Musi na siebie uważać.

A jak Pan się czuje?

D.S:
"Ja wiem, że rajd się jeszcze nie skończył i że mogę mieć jeszcze powody do zmartwień. Przed nami Bamako i kolejny odcinek maratoński, który według mnie, także będzie miał wpływ na sytuacje w rajdzie".

Czy obecnie rozgrywany rajd jest bardziej zależny od wyposażenia i budżetów startujących zespołów niż poprzednie edycje?

D.S:
"Możliwe, ale my nie zmieniliśmy naszej strategii w stosunku do poprzednich lat".

Co jest siłą zespołu Mitsubishi startującego w rajdach cross-country?

D.S:
"Każdy jest zmotywowany a zespół funkcjonuje jak rodzina. Prawdy są takie same dla każdego. I ważne jest to, że nie jestem sam, ale wszyscy napędzamy ten zespół…


Luc był doskonałym wyborem do roli kierowcy. Ten rajd dowiódł także, że Stephane jest u szczytu formy. Thierry Viardot, nasz główny inżynier wykonał ogromną pracę. To jest nasz zespół, i jestem z niego dumny! Jestem dyrygentem orkiestry, ale bez tych wszystkich ludzi jacy się na nią składają, osiąganie dobrych rezultatów przez tak długi czas, byłoby po prostu niemożliwe."