W piątek organizatorzy przewidzieli dla zawodników zapoznanie z trasą. Niektóre z odcinków specjalnych nadal pokryte są śniegiem. Na próbie Crane Creek było go tak dużo, że oba przejazdy (OS 4 i 7) zostały odwołane.

Rajd rozgrywany na całkowicie nowych trasach okazał się morderczy dla wielu samochodów, a na wymagających odcinkach kierowcy nie ustrzegli się błędów. Ze stawki 21 załóg, które wyruszyły na trasę, rajdu nie ukończyło aż 9. Wśród pechowców znalazła się także załoga Arkadiusz Gruszka/Łukasz Wroński. Problemy zaczęły się już na drugim odcinku specjalnym, gdy Lancer opuścił drogę lodując przodem w rowie. Arek kontynuował jazdę, jednak już z uszkodzonym silnikiem i zawieszeniem.

Andi i Wiślak rozważnie rozpoczęli rajd, kończąc pierwszy odcinek na 6 pozycji. Kolejne dwa OSy to awans na piąte miejsce. Na odcinku czwartym w ich Mitsubishi pojawił się wyciek ze skrzyni biegów, jednak usterka szybko została naprawiona podczas strefy serwisowej. Drugi Lancer Revo Racing dotarł także, do serwisu, jednak uszkodzenia z przygody an odcinku 2 były  na tyle duże, że nie było możliwości dalej kontynuować jazdę.

Andi Mancin i Maciej Wisławski zakończyli pierwszy dzień na 5 pozycji, z bezpieczną przewagą ponad 40 sekund nad szóstym Piotrem Wiktorczykiem. Liderem pozostawał nadal Ken Block. Po pierwszym odcinku niedzielnego etapu sytuacja diametralnie się zmieniła. Załoga Block / Gelsomino spadła na piąte miejsce, a Andi awansował oczko wyżej. Na tej pozycji polska załoga dotarła już do mety, podróżując bez przygód i kłopotów.

Pierwszy lider rajdu Ken Block, ostatecznie nie dotarł do mety, kończąc jazdę na 13 próbie. Awarię techniczną konkurenta wykorzystał Travis Pastrana i to on został zwycięzcą tegorocznej edycji Olympus Rally.

Andi Mancin: "Znów Rally America nas zaskoczyło. Polskie odcinki również są bardzo trudne i techniczne, ale nasze rajdy nie mają tak zróżnicowanych i pełnych niespodzianek tras. Tutaj na jednej imprezie można się spotkać z każdego rodzaju nawierzchnią. Odcinki specjalne są bardzo, bardzo szybkie. W wielu miejscach ustawione były szykany, które miały wyhamować samochody. Organizatorzy mieli wielkie problemy z zalegającym na trasie śniegiem. Aż trudno uwierzyć, że nadal jest go, aż tak dużo. Ciągle trzeba było uważać na niespodzianki związane z tak zmienną nawierzchnią. Właśnie z tego powodu Arek i Łukasz wylądowali w rowie. Wielka szkoda, bo chłopaki naprawdę ciężko pracowali przed startem. Zresztą w tym rajdzie chyba każdy miał problemy. Z Maćkiem postanowiliśmy, że spokojniej i bezpieczniej przejedziemy ten rajd. Ta taktyka się opłaciła. Znów czwarte miejsce i kolejne tak cenne punkty. Oczywiście szkoda że jesteśmy tuż za podium, ale ten wynik też cieszy.
Okolice są tutaj przepiękne, dobrze, że mieliśmy trochę wolnego czasu ma podziwianie tych terenów. Ten start to piękne wspomnienia na wiele, wiele lat." 

Łukasz Wroński: Po długiej i męczącej podróży jestem zachwycony miejscem w którym odbywał się rajd. Piękny ocean, cudowna roślinność kapitalni ludzie. Nasze nastawienie do rajdu było jak zawsze bardzo bojowe ale dokładnie zdajemy sobie sprawe w którym miejscu  stawki aktualnie jesteśmy. Każdy kilometr rajdu to świetna nauka dla Arka więc naszym celem była meta. Niestety rzeczywistość okazała się inna. Jedna chwila nieuwagi i wylądowaliśmy poza drogą, a cóż takie są już rajdy. Pomimo wszystko start w tej imprezie to nagroda sama w sobie. Teraz czas przygotować się do kolejnego rajdu.