Przez siedem dni Rafał walczył o najwyższy stopień podium i ostatecznie zdołał uzyskać swój najlepszy wynik. Przejechał prawie 1800 km w ciągu 6 etapów, w bardzo zróżnicowanym terenie. Drugą pozycję zajął Francuz Vincent Albira, natomiast podium uzupełnił Rosjanin Dimitr Pavlov. Podczas rajdu Rafała spotkały przykre sytuacje: dwukrotna awaria quadu, wywrotka, uszkodzony palec, bolące żebra, przypalona dłoń, kilka zniszczonych opon, zepsuta nawigacja, uszkodzona chłodnica, a jednak na koniec uśmiechnięta twarz.
Rafał dokonał tego, czego do tej pory nie udało się osiągnąć żadnemu quadowcowi z Polski. Zasłużenie wygrał rundę Mistrzostw Świata. Stawił czoła najszybszym kierowcom quadów na świecie i ukończył rajd na wymarzonej pozycji, pokazując jak wspaniałych, walecznych zawodników posiada Polska.
Rafała Sonik po ostatnim etapie: „Wczoraj po piątym etapie byłem bardzo zmartwiony i bardzo podenerwowany sytuacją i tym co się działo. Starałem się wyciszyć i trochę się psychicznie odbudować przed dzisiejszym etapem. Dzisiaj rano też czułem, że coś się może zdarzyć. Najpierw złapałem jeden raz kapcia, jednak napompowałem koło sprayem. Później złapałem drugi raz kapcia. Za trzecim razem, kiedy stanąłem napompowałem koło i już dalej jechałem bez problemów. Niestety burza piaskowa spowodowała, że nawigacja dzisiaj była bardzo trudna, momentami ekstremalnie trudna. Nie było widać nic. Jechaliśmy po bardzo trudnych pustynnych terenach, po wydmach twardych i miękkich. Aż w końcu na kilkanaście kilometrów przed metą, kiedy miałem nadzieję, że może dojadę bez awarii, quad stanął w dnie wydmy. Udało mi się jednak naprawić awarię i dojechać do mety”.
Trzecia runda cyklu Mistrzostw Świata Cross-country rozpocznie się już 27 maja na włoskiej wyspie Sardynia. Będzie to kolejna okazja, aby udowodnić światu, jak mocny potrafi być zawodnik z Polski.