Wyklinają ich wszyscy zawodowcy. Taksówkarze, kierowcy samochodów dostawczych oraz regularnie przemierzający kraj handlowcy. Każdy człowiek, dla którego prowadzenie samochodu jest pracą, unika niedzielnych kierowców niczym diabła. Kim są niedzielni kierowcy? I czy naprawdę istnieją?

"Niedzielnym" nazywa się niedoświadczonego kierowcę. Jest nim każdy kto siada za kółko jedynie, aby udać się do wsi obok na rodzinny obiad (w niedzielę lub inne święto), ale także osoby, które w wyniku braku praktyki straciły swoje dawne umiejętności. Niedzielni kierowcy to nierzadko sympatyczni, ale też niestety często już odrobinę niedowidzący dziadziusiowie oraz młode gospodynie domowe, które prowadzą samochód jedynie, gdy ich mąż dzień wcześniej wypił odrobinę za dużo. Niedzielni kierowcy są trochę jak U.F.O., zauważa się ich bowiem na całym świecie. Określenie to występuje także w podobnej formie w innych językach. W Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych kierowcy narzekają na "sunday drivers", natomiast w Niemczech na "Sontagfahrern". Wszystko wskazuje na to, że kierowcy niedzielni irytują doświadczonych po wszystkich stronach wszystkich granic świata. Dlatego, że jeżdżą wolno i ostrożnie. Dlatego, że unikają wyprzedzania i niebezpiecznych sytuacji. Ale czy rzeczywiście są niebezpieczni, czy jedynie denerwujący? Ze statystyk policyjnych wynika, ze do największej liczby wypadków dochodzi w piątki, w które przecież nie zauważa się aż tak dużych ilości niedzielnych kierowców, ale pewne jest, że potrafią oni niespecjalnie tworzyć sytuacje poważnego zagrożenia. Porównywarka cen ubezpieczeń samochodów TOP3 przygotowała krótką infografikę podsumowującą żartobliwie to zjawisko:

 

""


48212