29. edycja Dakaru dobiegła końca. Na metę w stolicy Senegalu dotarli najlepsi z najlepszych. Innych pokonały trudy rajdu, niektórym zabrakło po prostu odrobiny szczęścia. Z 245 motocyklistów, którzy wystartowali z Lizbony, do stolicy Senegalu dojechało 132. Wśród tych, którzy dotarli na metę w Dakarze znaleźli się Jacek Czachor i Marek Dąbrowski.
Kapitan ORLEN Team po piętnastu ciężkich etapach uplasował się na 10 miejscu w klasyfikacji generalnej. Znalazł się w pierwszej dziesiątce najlepszych motocyklistów Dakaru. Wyrównał tym samym swoje najlepsze osiągnięcie z roku 2004, ale dwukrotnie poprawiał polski rekord Dakaru. Najpierw na etapie do Kayes odnotował trzeci rezultat odcinka specjalnego, a dwa dni później był jeszcze szybszy i zajął drugie miejsce. Był to już ósmy start Jacka Czachora w Dakarze. Reprezentant ORLEN Team kontynuuje swoją znakomitą serię i po raz ósmy osiągnął wymarzoną przez wszystkich metę.
Pierwsze dwa etapy w Portugalii pojechał jak zwykle bardzo spokojnie. Przyspieszył na afrykańskich odcinkach w Maroku awansując systematycznie w klasyfikacji. Po dniu przerwy w Atarze, w Mauretanii zgłosił aspiracje do najlepszej dziesiątki. Pechowy był 13 etap, na którym Jacek Czachor popełnił błąd nawigacyjny i poniósł spore straty czasowe. Tego samego dnia podobne problemy miało wielu rywali Polaka. Zmobilizowany niepowodzeniem z poprzedniego dnia znakomicie pojechał przedostatni etap. Drugie miejsce awansowało go do upragnionej dziesiątki. Do ostatniej próby wystartował w grupie dwudziestu najlepszych motocyklistów Dakaru. Miejsce na tym krótkim oesie nie było już ważne. Liczył się wynik w rajdzie, podczas którego przejechał blisko 8 tysięcy kilometrów i znów wygrał z Dakarem.
Marek Dąbrowski i tym razem świetnie współpracował z kapitanem ORLEN Team. W ubiegłym roku startował rzadko po długotrwałej kontuzji, ale na Dakarze jechał z wielką regularnością i zajął 24 miejsce.
Bez zarzutu spisał się także zespół mechaników: Holger Roth, Zbigniew Radzikowski i Adam Wujakowski. Gdy Jacek i Marek kładli się spać to wspomniana trójka jeszcze pracowała przy rajdowych KTM-ach w barwach ORLEN Team. A rano serwisowy Nissan Patrol udawał się w drogę do kolejnego biwaku i kolejnego miejsca serwisowania motocykli.
Wszyscy bardzo przeżyli niepowodzenie Krzysztofa Hołowczyca i Jean-Marka Fortin’a. Najpierw cieszyli się świetnymi wynikami Hołka na oesach, martwili gdy posłuszeństwa odmawiał samochód. Zawsze byli razem reprezentując biało-czerwone barwy ORLEN Team, zespołu który w świecie rajdów terenowych cieszy się renomą i uznaniem rywali. Jacek, Marek, Krzysztof i Jean-Marc potwierdzili to również podczas Dakaru 2007.
2007-01-22