Kilka tysięcy przejechanych kilometrów, 36 godzin za kierownicą non-stop i zgubiony układ wydechowy, to tylko niektóre wspomnienia jakie pozostały ekipie Syrenki, która przygotowuje się do kolejnego rajdu.
259 miejsce wśród blisko trzystu samochodów zajęła włocławska Syrena 104 w 7. edycji Rajdu Monte Carlo Samochodów Historycznych, który odbył się na początku bieżącego roku. Z Tomaszem Osterloffem, kierowcą Syreny, prezesem Automobilklubu Włocławskiego rozmawia Maciej Gogołkiewicz.
Włocławką Syreną w ciągu kilku ostatnich miesięcy interesowano się bardzo, zapraszano Was na różne zloty, rajdy; Syrena mimo, że bardzo swoiska, budziła powszechne zainteresowanie. Czy chcecie powtórzyć ten sukces?
Sukces, zadowolenie i przede wszystkim doświadczenie – to nasze osiągnięcia po pierwszej wyprawie. Wiele nauczyliśmy się na błędach, które wynikały między innymi z nieznajomości przepisów, z niepełnego przygotowania samochodu do warunków, których raczej nikt z nas się nie spodziewał. W kolejnej edycji chcemy również doprowadzić Syrenę do mety. Pod koniec listopada Automobilklub Monte Carlo podejmie decyzję czy nasza załoga zostanie zakwalifikowana do rajdu samochodów historycznych. Gdyby tak się stało polską Syrenę będzie można zobaczyć na drogach Europy między 27 stycznia a 2 lutego przyszłego roku. Ekipę stanowić będą obok mnie: Tyberiusz Rajs, Apolinary Bajuk i Stefan Wrzesiński.
Syrena, która uczestniczyła w rajdzie do młodych aut nie należy? Jak mogła przejechać tak długi dystans?
To jest Syrena 104 , wyprodukowana w 1968 roku. Jestem jej właścicielem od 10 lat; przygotowania do rajdu trwały kilka miesięcy. Samochód został rozebrany na części, a potem złożony w całość. Doszło trochę nowego wyposażenia: zimowe opony, dobre oleje; byliśmy dobrze przygotowani. Dzięki temu przejechaliśmy ponad 3 tysiące kilometrów, prawie bezawaryjnie jak na Syrenę – to trzeba podkreślić. Start był trudny, warunki pogodowe dość dobre, w górach leżał śnieg, na etapy wyjeżdżaliśmy z Monte Carlo z poziomu morza na wysokość 1400 m. Wiele samochodów nie dojechało do mety. Nam się udało, zasłużyliśmy na ten sukces.
W ubiegłej edycji był etap, w którym jechałeś za kierownicą 36 godzin non stop. Czy takie przejścia czekają Was i tym razem ?
Ja nigdy w życiu nie jechałem żadnym samochodem dłużej niż 18 godzin. To długi etap, przejazd Syreną, po Alpach, było to wykańczające. Tym razem organizator zmienił regulamin dotyczący czasu przejazdu. Skoro mowa o zmianach, organizator zakazał pod groźbą wykluczenia z rajdu używania elektronicznych urządzeń nawigacyjnych, typu halda, gps; podczas ubiegłego rajdu też to było niedozwolone, ale wielu uczestników obchodziło ten zakaz. Teraz organizatorzy rajdu są bardziej stanowczy. Zmianą jest także rozdawanie książki drogowej dopiero na starcie. Czyli będziemy jechali na czas, jednocześnie szukając drogi na podstawie itinerera. Może to być bardzo interesujące przeżycie.
Udział w rajdzie nie jest bezpłatny, trzeba w wyjazd wiele zainwestować.
Tak, kiedy startowaliśmy na początku tego roku pomogła nam firma Bomilla; na przyszłoroczną edycję nie mamy jeszcze sprecyzowanych planów. Są pewne propozycje, ale wciąż jesteśmy otwarci na sponsorów, zresztą nie możemy zamknąć tego tematu już teraz, bowiem oczekujemy na oficjalne potwierdzenie naszego udziału w Monte Carlo. Mamy nadzieję, że tym razem będziemy walczyć na trasie, a nie o to, żeby wogóle wyjechać.
Więcej informacji:
Maciej Gogołkiewicz, Radio "W" Włocławek
Rzecznik Prasowy Automobilklubu Włocławskiego
602 772 194,
mgogolkiewicz@radiow.com.pl
2004-11-23