Polska drużyna zajęła szóste miejsce w ekstremalnych zawodach za Kołem Polarnym.

Szósta edycja Fulda Challenge zakończona! Po tygodniu zmagań w ekstremalnych warunkach, panujących na północnych terytoriach Kanady, Anna Kolan-Zwolińska i Maciej Olesiński zajęli szóste miejsce w stawce dziesięciu drużyn. Polacy wygrali dwie konkurencje, pokonując rywali w wyścigach psich zaprzęgów oraz slalomie samochodowym.

Anna Kolan-Zwolińska ma 28 lat i pochodzi z Poznania. Z zawodu jest psychologiem, pracuje jako terapeutka z dziećmi autystycznymi. Uwielbia podróże i sport, na koncie ma m.in. występy w I-ligowym zespole koszykarskim Hestia AZS Lech Poznań. Jej kolega z zespołu, Maciej Olesiński jest o rok starszy. Mieszka w Warszawie i studiuje na Uniwersytecie Warszawskim. Jego pasją są rajdy przygodowe i biegi na orientację.

Naszych zawodników nie przeraziły kilkudziesięciostopniowe mrozy i pokryte śniegiem pustkowia. Polka pokonała wszystkie rywalki w wyścigu psich zaprzęgów. To jej koronna konkurencja, bowiem w Polsce często biega na nartach ze swoim psem rasy Husky. Dzięki temu, że Maciej Olesiński w wyścigach zaprzęgów był trzeci wśród mężczyzn, polska drużyna wygrała w tej konkurencji ze wszystkimi.

Olesiński nie dał z kolei szans innym zawodnikom w slalomie samochodowym, który odbył się jako jedna z ostatnich konkurencji Fulda Challenge. Polscy zawodnicy spisali się też świetnie w biathlonie, gdzie zajęli drużynowo 3. miejsce. Konkurencja była o tyle nietypowa, że zamiast z karabinków zawodnicy strzelali z łuków.

Te sukcesy nie wystarczyły jednak, by stanąć na podium. Szóstą edycję Fulda Challenge wygrała jedna z dwóch startujących w zawodach ekip z Niemiec, na drugim miejscu znaleźli się Belgowie, a na trzecim Holendrzy. Triumfatorzy w nagrodę dostali po samorodku złota z Klondike.
"Niezależnie od wyników ta wyprawa to było wspaniałe i niezapomniane przeżycie" – powiedziała Anna Kolan-Zwolińska. Rozmowy z obojgiem polskich zawodników znajdują się w dołączonym do informacji prasowej pliku.

Fulda Challenge to prawdziwa szkoła przeżycia. W ciągu tygodnia uczestnicy pokonali 2500 kilometrów z Whitehorse do Dawson City, często przedzierając się przez śniegowe zaspy i pełne wykrotów lodowe pustkowia. Samochody terenowe, którymi jechali, wyposażono w opony Fulda 4×4 Yukon. Ich zalety, takie jak: sportowy charakter, znakomita przyczepność, przeciwdziałanie poślizgom, trwałość czy odporność na zimno bardzo przydały się w trakcie ekstremalnej jazdy.
Oprócz opisanych już konkurencji śmiałkowie zmagali się w wyścigu rowerami górskimi, biegu po górach na trasie o różnicy wysokości około 1000 metrów, biegach z rakietami śnieżnymi na nogach, a także wyścigu skuterami śnieżnymi, czy zjeździe kajakami po zasypanym śniegiem stoku. Jakby tego było mało, odbyły się też zawody w przeciąganiu samochodów oraz zmienianiu na czas opon Fulda w temperaturze około minus 40°C. Dodatkowym sprawdzianem hartu ducha uczestników był fakt, że przez niemal cały czas trwania wyprawy nocowali oni pod namiotami.
Wyniki poszczególnych zawodów oraz zdjęcia ze zmagań śmiałków można znaleźć na stronie internetowej: http://www.fulda-challenge.com  Wsyzscy którzy chcą wziąć udział w ekstremalnych zmaganiach wyprawy Fulda Challenge, już wkrótce będą mieli kolejną szansę. Wystarczy wypełnić formularz zgłoszeniowy na stronie www.fulda.com.pl

"Międzynarodowe eliminacje do Fulda Challenge 2007 odbędą się we wrześniu. Śmiałkowie, którzy zdecydują się na start w eliminacjach, muszą być przygotowani na twardą rywalizację. Czekają ich biegi górskie, wspinaczka skałkowa, wyścigi samochodami terenowymi i inne trudne konkurencje" – powiedziała Marta Konopacka, Dyrektor Public Relations Goodyear Dunlop Tires Polska.

Drużyna z Polski dopiero po raz drugi wzięła udział w organizowanych od 2001 roku zawodach. Wyprawę organizuje Fulda − znana w Polsce jako czarna, szeroka i mocna − marka renomowanych opon należąca do koncernu Goodyear. Goodyear jest liderem rynku opon do samochodów osobowych i dostawczych w Polsce i na świecie. Koncern oferuje oprócz Fuldy opony takich marek jak: Goodyear, Dębica, Dunlop i Sava. Jest także głównym akcjonariuszem Firmy Oponiarskiej Dębica S.A.

poniej publikujemz wzwiady z Maciejem Olesińskim i Anną Kolan-Zwolińską.

Mistrz slalomu Fulda Challenge

Rajdy i biegi po bezdrożach to dla Macieja Olesińskiego nie pierwszyzna. Od wielu lat jest miłośnikiem sportów, nazywanych przez innych ekstremalnymi. Uwielbia góry i jaskinie, jest wspinaczem i członkiem speleoklubu warszawskiego. Przez wiele lat uprawiał też windsurfing. Członek polskiej drużyny na Fulda Challenge 2006, który zajął czwarte miejsce wśród 10 startujących mężczyzn, ma 29 lat i mieszka w Warszawie. Jest studentem Instytutu Studiów Amerykańskich Uniwersytetu Warszawskiego. Jego pasje to motoryzacja i rajdy przygodowe – jest kapitanem zespołu, który zdobył już mistrzostwo Polski w takich właśnie rajdach. Choć bieganie po bezdrożach czy spływy kajakowe na orientację to dla niego nie nowość, nie było mu łatwo rywalizować z konkurentami w ekstremalnych warunkach panujących podczas Fulda Challenge. Ale bez wahania pojechałby na tę wyprawę jeszcze raz.

Czy to była pierwsza Pana wyprawa w tak nieprzystępny i zimny rejon świata?

Maciej Olesiński: Nie. Byliśmy już z kolegami dwa razy w Kanadzie na zimowym rajdzie przygodowym, tyle że w Quebeku. Jest tam równie zimno, co w Jukonie, ale nie ma takich imponujących przestrzeni. Jukon zrobił na mnie piorunujące wrażenie: wielkie połacie śniegowych pól, dziewicze lasy i ta świadomość, że na terytorium półtora razy większym od Polski mieszka około 30 tysięcy ludzi. Niesamowite.

Czy polska zima wydaje się Panu teraz łagodna i miła w porównaniu z mroźną Kanadą?

Trzeba pamiętać, że jak u nas jest minus 10, a tam minus 35 stopni Celsjusza, to dla organizmu nie jest to aż tak bardzo wielka różnica. Oczywiście branie udziału w trudnych konkurencjach przy takim mrozie to ekstremalne zajęcie. Nie jest jednak tak, że po powrocie chodzę sobie po ulicach w podkoszulku.

Dlaczego zgłosił się Pan do Fulda Challenge?

Lubię współzawodnictwo i wyprawy w niedostępne miejsca. Przeczytałem artykuł na temat eliminacji do Fulda Challenge i zafascynowała mnie wizja sportowej walki w tak niezwykłym miejscu. Poza tym interesuję się motoryzacją, a przecież ta wyprawa to poza biegami czy narciarstwem również długie etapy jazdy samochodami terenowymi. To też zmienianie opon Fulda na czas przy kilkudziesięciostopniowym mrozie. Musiałem spróbować.

Która konkurencja była najbardziej wyczerpująca?

Najbardziej wyczerpujący był według mnie półmaraton, tym bardziej, że pojechałem na Fulda Challenge świeżo po wyleczeniu kontuzji nogi. Biegliśmy ponad 20 km przy 30-stopniowym mrozie, w dodatku po twardym asfalcie łączącej USA z Alaską drogi Alaska Highway. Pamiętam, że po tym biegu bardzo bolały mnie stawy nóg. Duże wrażenie zrobił na mnie ostatni bieg górski. Odbywał się w przepięknej scenerii parku narodowego. Zaczęło się około 10 rano, ale góry przesłaniały słońce, które zobaczyliśmy dopiero na szczycie. To był niepowtarzalny widok. Wszyscy padali wręcz ze zmęczenia, ale i tak zafascynowani wpatrywali się w niebo.

Nie dał Pan szans rywalom w slalomie samochodowym. Jak spisywały się opony Fulda 4×4 Yukon na takim mrozie, śniegu i lodzie?

Opony świetnie zdały egzamin w tych ekstremalnych warunkach. W połączeniu z zaletami samochodów Toyota RAV4 jechało się bardzo dobrze. Slalom był trudny, trzeba było mieć trochę szczęścia i wyczucia samochodu. Szczególnie przy mecie zatrzymanej, gdzie trzeba było stanąć w odpowiednim miejscu i nie wolno było uderzyć w słupki. Ja to wyczuwałem dobrze, ale niektórzy zaczynali hamować za późno i rozbijali słupki. Co ciekawe, zauważyłem, że w większości wożących tam dzieci do szkół autobusów były założone właśnie opony Fulda.

Które jeszcze konkurencje poszły Panu bardzo dobrze?

Świetnie poszło nam w wyścigu psich zaprzęgów. Ania wygrała wśród kobiet, ja byłem trzeci. Podobnie poszło mi w biathlonie. Choć nigdy wcześniej nie uprawiałem tej dyscypliny, zawsze kibicuję naszym zawodnikom przed telewizorem. Tu zamiast karabinu strzelaliśmy z łuku do oddalonej o 25 metrów tarczy. Robin Hood to ze mnie nie jest, ale dobrze biegłem na nartach, więc w sumie zająłem trzecie miejsce.

Czym fajniej zjeżdża się ze stoku – na nartach czy w kajaku?

W kajaku na pewno śmieszniej. Ale główną atrakcją zjazdu kajakami po zaśnieżonym stoku było to, że w jednej z drużyn była Birgit Fischer, wielokrotna medalistka olimpijska. Oczywiście zjeżdżać kajakiem z góry to nie to samo, co płynąć nim po wodzie, ale i tak było to niesamowite przeżycie.

Jak Pan ocenia konkurentów?

Szczególnie dobrze byli przygotowani do zawodów Niemcy, Belgowie i Holendrzy. Spędzili dużo czasu na treningach, również tam na miejscu. Ale na Fulda Challenge nie było już tak twardej rywalizacji między nami jak podczas eliminacji. Najważniejsze dla nas było to, że byliśmy tam razem. To była wspólna przygoda i duża przyjemność, może poza noclegami w namiotach (brr…)!

Czy jest Pan zadowolony z 4. miejsca indywidualnie i 6. drużynowo?

Gdybym nie nabawił się w styczniu kontuzji, miałem szanse na trzecie miejsce wśród mężczyzn. Ale i tak jestem bardzo zadowolony. Byliśmy pierwszą drużyną z Polski, która startowała na Fulda Challenge jako ekipa sportowa i wypadło to całkiem nieźle.

Pojechałby Pan jeszcze raz na Fulda Challenge?

Gdyby była taka możliwość, bez dwóch zdań. To niezapomniana przygoda i wspaniałe przeżycie!

Fulda Challenge dodała jej skrzydeł

Anna Kolan-Zwolińska ma 28 lat i mieszka w Poznaniu. Jest mężatką. Magister psychologii, pracuje jako terapeutka z dziećmi autystycznymi. Jej pasją jest sport. Uwielbia rajdy przygodowe, narciarstwo zjazdowe i biegowe, nurkowanie, w wolnych chwilach biega i jeździ na nartach w towarzystwie swojego psa rasy Husky. Jest miłośnikiem psów i delfinów, uczyła się delfinoterapii w ośrodku w Key Largo na Florydzie. Ma na swoim koncie wiele sportowych osiągnięć, w tym tytuł "Najlepszej Zawodniczki" w Lidze Koszykówki miasta Poznania (95/96, 96/97). Była też zawodniczką I-ligowego zespołu koszykówki Hestia AZS Lech Poznań (1994). Od niedawna interesuje się wyprawami z udziałem samochodów terenowych.

Co Panią podkusiło, żeby jechać za koło podbiegunowe, i to nie na wycieczkę, ale na ekstremalną wyprawę?

Anna Kolan-Zwolińska: Zawsze chciałam przeżyć taką przygodę w ekstremalnych warunkach klimatycznych. Byłam w bardzo gorącym Wielkim Kanionie i Dolinie Śmierci w USA, ale wciąż marzyłam o tym, żeby znaleźć się po drugiej stronie kuli ziemskiej i poznać urok polarnej zimy. A że bardzo lubię sporty zimowe, np. wyścigi psich zaprzęgów czy jazdę skuterem śnieżnym, zgłosiłam się do Fulda Challenge.

Czy mąż nie bał się Pani puścić w tak niedostępny rejon świata?

Mąż nawet sam mnie na to namawiał. Poza tym do Fulda Challenge zgłosiliśmy się razem. Oboje byliśmy na kwalifikacjach w Alpach, tyle że mój mąż zajął drugie miejsce wśród mężczyzn i został rezerwowym zawodnikiem naszej drużyny. Niewiele brakowało, a pojechalibyśmy razem do Kanady.

Jak wyglądały Pani treningi przed wyjazdem?

Właściwie niewiele się w moim treningu zmieniło. Biegam i tak codziennie, więc doszedł do tego jeszcze tylko trening na siłowni. Nie jestem typem atletki – mam 165 cm wzrostu i ważę 53 kilogramy, więc ćwiczenia siłowe się przydały.

Jakie było Pani pierwsze wrażenie po wylądowaniu w mroźnym Jukonie?

Zaskoczyło mnie przede wszystkim to, że nie wylądowaliśmy na jakimś odludziu.  Whitehorse to nie jakaś zagubiona w śniegu mieścina, ale całkiem spore i ładne miasteczko. Nie odczułam też zbytnio tamtejszych mrozów, bo przed naszym wyjazdem w Polsce też było bardzo zimno i byliśmy już zahartowani.

W której konkurencji wypadła Pani najlepiej?

Najlepiej poradziłam sobie w wyścigu psich zaprzęgów. Miałam najlepszy czas ze wszystkich zawodniczek. Ale też najmocniej się do tej konkurencji przygotowywałam. Spędziłam dużo czasu z psami, z którymi wystartowałam do wyścigu. Zwycięstwo sprawiło mi wiele radości, tym bardziej, że dostałam wtedy bardzo ładny dyplom mistrzyni psich zaprzęgów.

A która z konkurencji była dla Pani najcięższa?

Przeciąganie samochodu terenowego. Nie dość, że przy 30-stopniowym mrozie, to jeszcze z siedzącą w środku osobą. To była konkurencja dla siłaczy, nie dla mnie. Ja zawsze angażuje się maksymalnie w to, co robię, przyłożyłam się więc mocno i pociągnęłam auto kilkanaście metrów. Tyle, że w efekcie doznałam ciężkiej kontuzji lewego ścięgna Achillesa.
Czy ta kontuzja miała duży wpływ na Pani końcowy wynik?

Niestety tak. Przez nią nie mogłam przystąpić do ostatniego biegu górskiego. Po zbadaniu mojej nogi lekarz mi to odradził. Pomimo mojego 8. miejsca indywidualnie jako drużyna zajęliśmy 6. miejsce, więc w sumie poszło nam bardzo dobrze.

Jest pani zapaloną narciarką. Woli Pani zjeżdżać ze stoku na nartach czy… w kajaku?

Przyjemniej zjeżdża się na nartach, ale na pewno dużo śmieszniej w kajaku. Przy tej konkurencji zabawy było co niemiara. Szczególnie, że na górze stoku była niewielka skocznia.

Czy dużo kłopotów sprawiło Pani zmienianie opon Fulda 4×4 Yukon przy kilkudziesięciostopniowym mrozie?

Nigdy dotąd nie zmieniałam opon w samochodzie, bo zazwyczaj robi to mąż, jednak poszło mi to bardzo sprawnie. Gorzej było z toczeniem zdjętego już z auta koła do mety. Mocno bolała mnie noga, ale i tak dotarłam do końca dystansu.

O której zaczynaliście i kończyliście dzień w czasie Fulda Challenge?

Wstawaliśmy zazwyczaj ok. 6.30, a kładliśmy się około 22. Nikt nie miał już siły siedzieć dłużej i szliśmy spać do namiotów.

No właśnie. Jak wspomina Pani noclegi pod namiotami na takim mrozie?

Nigdy wcześniej tego nie robiłam, ale to była ciekawa przygoda. Spodziewałam się czegoś gorszego, ale mając dobry śpiwór i kilka warstw ubrania – polar, leginsy, rękawiczki, czapka – spałam całkiem dobrze. Najgorzej było, jak komuś zachciało się iść do toalety, bo trzeba było wyjść z ciepłego śpiwora i namiotu.

Jaka była najmilsza chwila podczas Fulda Challenge?

Dla mnie najpiękniejsza była jazda z psim zaprzęgiem. Był tylko śnieg, piękne góry, słońce i ja. Te chwile zapamiętam do końca życia. Dla tego warto było walczyć w eliminacjach, a potem w mroźnej Kanadzie.

Co Pani dała ta wyprawa?

Przede wszystkim mnóstwo energii. Zawód terapeuty wiąże się z dużym stresem. Zawsze takie wyjazdy pomagały mi odreagować. Na Fulda Challenge mocno naładowałam akumulatory. I gdybym mogła, chętnie pojechałabym jeszcze raz.

2006-02-20